poniedziałek, 12 października 2015

57.4

Kilogramów nadal przybywa. Weekend byl tlusty i suto zakrapiany alkoholem. Az wstyd.
Dzis moja waga przeszla sama siebie - 57.4 kilogramy. Ale słusznie. Grubas je - grubas tyje.

Tak szybko to nawet ja nigdy nie tylam.

Gruba swinia ledwo w jeansy sie miesci.
Wszystkie sliczne bluzeczki kupione na kilogranow 50 sa zamale, przyciasne, niepasujace.
Jestem ugotowana (a moze raczej usmazona na glebokim tluszczu) jak nic.

Przede mna kolejny tydzien walki usłany potem, lzami i serkiem wiejskim.

Następny update: jutro 6:00.

środa, 7 października 2015

56.4

Tak bardzo zawaliłam.

Zmęczeniem,  zniechęceniem i nieuwaga doprowadziłam się do 56.4 kilogramów.

Alkoholem, domowym jedzeniem, zabijaniem stresu obzarstwem, fast foodami w niezliczonych ilosciach.

Co ja Sobie myślałam?

Czas wrócić do mojej pięknej, szczupłej i kochanej 50.

Cel do niedzieli: 55 kilogramów.

Jest tu jeszcze ktoś?

niedziela, 21 grudnia 2014

55.5 kg

Na wadze dziś 55.5 kg.

Im bliżej celu, tym ciężej. 
Dni przepływają przez palce, a wyniki jak zwykle kiepskie w porównaniu do innych. Wszysyko to idzie slimaczym tempem. Powinnam się wstydzić. 

Mam ogromną chrapke na weglowęglowodany. Proteiny czy warzywa zeszły na dalszy plan. I co tu począć? Taki to człowiek juz głupi w tym wszystkim. Zamiast Sobie pomagać, szkodzi.

A najcięższe w tym wszystkim jest osiągnięcie balansu i harmonii pomiędzy życiem rodzinnym, towarzyskim, dietą, nauką, ćwiczeniami oraz czasem dla siebie. 

Mam nadzieję, że u was znacznie lepiej. Trzymam kciuki.
buziaczki 
KOKAINOVVA

piątek, 1 sierpnia 2014

58.3

Taki tytul, bo chyba tylko to tu sie liczy. Jest dawno upragnione piec z przodu I choc tracilam je z oczu wielokrotnie w ciagu ostatnich miesiecy, to jest ze mna I trzymam je mocno.
Staram sie jak najmniej jesc, a jesli juz to tylko warzywa, nabial I chude mieso. Nie wiecej niz 1200 kcal choc czasem ta liczba nie przekracza nawet 1000, a w dobrym dniu mniej niz 500 kcal, ale to zalezy od zycia. No I cwiczenia. Basen, silownia, duzo dlugich spacerow. Odchudzanie wcale nie jest takie proste kiedy sie nie glodzimy I katujemy.
Bulimia nadal ze mna. Chyba sie jej tak predko nie pozbede. Coz, niech narazie zostanie. Ale sie uspokoila. Wie jak sie zachowac, czesto siedzi cicho, czasem wygrywa, ale rzadziej.
Egzamin poprawkowy z ekonomii przede mna. Nje mam ochoty na nauke. 6 egzaminow zdanych na dobre oceny za mna. Jest git!

A jak u was? :)

czwartek, 20 marca 2014

11/31 / 5 nadal z przodu.

Wrocily stare nawyki. Zaczynam sie glodzic, a ze staram sie nie wymiotowac, to i dieta przychodzi wolniej. Waze sie codziennie, mocno to kontroluje. Musze dojsc do konca. Tym razem na 100%. Jest coraz cieplej, wiec bede sie starala jak najczesciej wychodzic. Narazie 'odchorowywuje' caly stres z ostatnich kilku tygodni. Moge cieszyc sie krotka przerwa zanim bedzie trzeba sie zabrac za nauke do egzaminow.
Mam nadzieje, ze u was rownie pozytywnie i slonecznie.

Trzymajcie sie szczuplo i zdrowo dziewczynki!

_______________________________________________
Waga początkowa: 62.2 kg
Waga obecna: 59.2 kg

Zmiana: - 3 kilogramy. 

Waga docelowa: 55 kg

Zostało: 4.2 kilogramy.


Cel: 58.5 kg do soboty. 

czwartek, 13 marca 2014

4/42 i odzyskanie 5 z przodu!

Faza naprzemienna sprawa niewielki problem. Zwłaszcza, gdy dni zlewają sie w jedno i człowiek właściwie nie wie czy dzisiaj jest dzien warzyw i protein czy to juz wczoraj. I gdy odrywam sie od białka i zaczynam jeść warzywa, zaczynam mieć ochotę na inne rzeczy.
Do kompulsow wrocilam, choc to raptem jeden na dwa dni. Wazen wyczyn, ale lepsze to niz rzyganie po 5 razy dziennie.
Na wadze regularny spadek. Na razie zadnego wzrostu pomimo moich małych weekendowych wybrykow. No i wczoraj jadlam warzywa z makaronem. Spieszylismy sie z K do teatru i nie zdazylam zrobić nic do szamania. Trzeba bylo kupic cos na miejscu. On parowke w cieście, ja sałatkę, ktora byla malo Dukanska, lecz z braku laku.

Fakt: same bialka sprawiają, że mamy mniejsza ochotę na jedzenie. Zjadlam odrobinę węglowodanów i momentalnie czulam glod na więcej i więcej!
Duzo wody to klucz w tej diecie.
Dużo wody, wiary w siebie i uśmiechu.

Liczby:
Od początku: 62.2 kg
Teraz 59.7 kg
Spadek: 2.5 kg

Oby tak dalej.
Trzymajcie sie szczuplutko dziolszki :*

czwartek, 6 marca 2014

3/4 - Faza uderzeniowa. Bliżej niż dalej.

Dziś, na początku dnia trzeciego, postanowilam po raz drugi wlezc na wage. Nie moglam sie powstrzymać. Balam sie zawodu, jednak Dukan dziala zarzutu.
A mianowicie:
Waga wczoraj, dnia 2giego: 61.1 kg
Waga dzis rano, dnia trzeciego: 60.5 kg

Taka sytuacja.

Nigdy tak nie tęskniłam za warzywami.
Na jajka patrzec nie moge. Kurczaka bede omijac z daleka, ale dzialam dalej! Chyba warto...

Trzymajcie sie chudo, kochane :*

wtorek, 4 marca 2014

Nieoczekiwana zamiana miejsc: czyli jak Pro-Ana zamienia się w Dukankę.

Ponoć i dieta Dukana i styl życia pro-Ana są podobnie niszczące, a już napewno niewiele pomagają. Byłam bardzo za pro-Aną. Całym sercem. Nadal wspieram wszystkie z was, które działają w tym kierunku i wytrzymują te restrykcyjne diety. Ja nie potrafię. Już nie potrafię. Każda taka próba kończy się kilkoma atakami obżarstwa i wymiotów. Wygląda to jak jakbym wpadła w dziurę i utknęłam tam. Jestem tym zmęczona. Psychicznie i fizycznie. Poczułam, że czas na zmiany.
I w ostatnim tygodniu zaliczyłam dwa wzrosty wagi po perfekcyjnym tygodniu, które nie do końca były moją winą. To jak się wściekłam, to chyba nigdy nikt się nie wściekł. Mówię wam.

Więc zdecydowałam się na zmiane. Nigdy nie byłam za Dukanem i za każdym razem szybko rezygnowałam, ale zmotywowała mnie znajoma, która znów podjęła wyzwanie z tą dietą i jest gotowa mnie przez to przeprowadzić.

Ja jestem gotowa podzielić się z wami wrażeniami.

Dostałam oficjalną polską stronę Dukana (http://www.dietadukan.pl/), gdzie trzeba mi się było zalogować, podać dane, typu najmniejsza waga największa waga, przebyte diety, preferencje etc i poczęstowali mnie takim wykresem składającym się z trzech głównych faz:
Waga jest nieco większa niż bym chciała, jednak w obecnej sytuacji nawet trzy czy cztery zrzucone kilogramy w obecnej sytuacji będę cieszyć niemożliwie. Uciełam ostatnią fazę, fazę stabilizacj, gdyż jest to ostatnia faza nie związana z samą dietą. Wczoraj zaczęłąm działać. Sekret polega na tym by jeść produkty, gdzie proteiny przeważają nad węglowodanami. 
Lista produktów Dukana jest długa, zawiera ponad 100 produktów w fazie pierwszej, więc nie narzekam. Mam już kupione ryby, zwykły i w puszeczce (np tuńczyk czy łosoś), serki wiejske, serki homogenizowane odtłuszczone, szyneczki i mase innych produktów, których wymieniać nie będę. 

Wczoraj minął dzień pierwszy z czterech w fazie uderzeniowej. = 1/4
Posumowanie: Chleb, chleb, chleb. Gdzie jest chleb?!
Waga początkowa: 62.2 kg
Obiecany spadek: 1.39 kg
Następne ważenie: 7 Marca rano.

W następnym poście, a mianowicie 7mego, moje rady jak radzić Sobie z tą dietą i jak sprawić by działała bez zarzutu. Muszę jedynie sprawdzić czy sposoby, które stosowałam wcześniej wciąż działają.

A oprócz tego byłam wczoraj na godzinnej przejażdzce rowerem i zaliczyłam 315 kalorii. Było ekstra. Czas ruszyć pupę i zacząć ćwiczyć i czerpać energię ze słoneczka przez oknem. Do boju, Koka!

Trzymajcie się chudziutko, kochane!

wtorek, 25 lutego 2014

Dziękuję za odzew.. Czas wrócić do początku.

Dziękuję za odzew pod poprzednim postem. Nawet nie wiecie jaką wielką nadzieje we mnie obudziłyście. Jakiego kopa mi dałyście i jaki uśmiech wywołałyście.

Wracam. Wróciłam właściwie. Jak córa marnotrawna wróciłam. Nie radzę Sobię. Sama Sobie naprewno nie poradzę. Potrzebuje waszego wsparcia. Kochane, potrzebuje was jak nigdy wcześniej. 
Przez ostatnie pół roku bardzo się wyniszczyłam. Głodówki, bulimia i wieczne stresy, a później napady obżarstwa bardzo osłabiły mój organizm; zaczęłam źle się czuć, cierpieć na bezsenność, dużo chorować. Paznokcie zaczęły się łamać, włosy wypadać i łamać, skóra stała się szara, a dłone wysuszone.
   Ze zdrowej dziewczyny z nadwagą, stałam się cieniem samej Siebie z wagą 'w normie'. Czy było warto?
Jeśli zapytałby mnie ktokolwiek inny, odpowiedziałabym 'nie', ale was nie będę kłamać. Znacie te historie pewnie z autopsji. Każda z nas przeżyła swój własny "dietowy dramat", jednak wiem napewno, że żadna z nas nie żałuje żadnego straconego kilograma. Ja nie żałuje. Żałuje jedynie, że nie straciłam więcej. Zatrzymałam się jakieś kilka tygodni temu i od tamtej pory waga ani rusz.
   Muszę przełamać te złe fatum.  
Nie będę nikogo oszukiwać i zwodzić zdrowymi dietami; nie będę oszukiwać samej Siebie przede wszystkim. Zdrowa dieta u mnie nie wchodzi w grę. Nie potrafię inaczej niż przez 'detoksy', 'głodówki' i mojej przyjaciolki bulimi, ktora chociaz nie pomaga schudnac, pomaga trzymać się w ryzach.
Do celu zostało nieco ponad 5 kilogramów. Obiecałam Sobie, że wtedy dam Sobie spokój. Moje 55 kg w porównaniu do waszych 35 to ogromna liczba, jednak nie chce zejść poniżej wagi, przy której najbliźsi będą mi ubliżać. To mi nie potrzebne i tak mam głowę zawsze pełną problemów.
   5 pieprzonych kilogramów, które jak widmo wiszą nade mną i nie chcą dać się pokonać. 

Nie wiem jak się za to zabrać. Potrzebuje kogoś kto mnie poprowadzi. Potrzebuje jakichś rad. Wiele z was ma o wiele większe doświadczenie i o wiele więcej wypróbowanych sposobów. Jeśli ktoś zna jakiś sposób, którym można wspomóc cały proces. Nie mam zbyt wiele sił, jednak mam ogromny upór żeby dążyć do celu. Jeśli ktoś mógłby mnie pokierować w dobrą stronę. Od czego zacząć? Detox? Głodówka? Stopniowo schodzić w dół? Kopenhaska? Dukana?

Po wszystkim obiecuje prowadzić zdrowy tryb życia. Słowo harcerza.

Bilans z dnia 25/02/2014:

8:00 Szklanka wody z cytryną. (1kcal)
9:30 Dwa sucharki z sezamem i dwa plasterki szynki. Ogórek kiszony. (40+30+1kcal)
12:00 Paczka rzodkiewek (25 kcal)
13:00 Chińszczyzna z samych warzyw i małej piersi. (250kcal)
do 19:00 planuje zjeść 'nic' 
A 19:30 serek wiejski ze szczypiorkiem.  (170 kcal)

I tak mi dopomóż Bóg.

Kokainovva xxx 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Koka tez czlowiek, wiec zalicza kolejną glebę.

Ciezko, ciezko, ciezko.
W weekend zaszalalam i niestety wraz z poniedzialkiem nie tylko przyszedł horror ogromnego zmęczenia i kaca, ale rowniez prawie poltora kilograma na wadze.(!?!?!) To wywiodlo mnie do punktu wyjscia, jednak dalo mi wiekszego kopa, by sie jednak postarać. Wizja tego, ze do Sylwestra ponad 30 dni pozwala daje mi zbyt duzy luz i odbiera sile do parcia do przodu, ale dosc!
Tak bylo wczoraj. Dzis jest juz znow 59.9 kg czyli pol kilograma w jeden dzien intensywnych cwiczen i wzorowej diety. To byla ostatnia taka wpadka. Za nieco ponad tydzień moje 19 urodziny. Boze, jak ten czas szybko leci! Trzeba znalezc jakas wystrzalowa sukienke, uderzyc w klub i przetanczyc cala noc, celebrujac moje male zwycięstwa i to, ze nie dalam sie zwariowac przez ostatnie 19 lat mojego zycia. Taki mam plan!
A jak narazie to siłownia i nie ma opierdalania sie! 500 kcal musi byc.
A jak u was dziołszki? :)

Pozdrawiam cieplutko,

Kokainovva xxxx

czwartek, 14 listopada 2013

17 kilogramow, 4 do celu.

Im blizej celu, tym spokojniejsza jestem, tym bardziej pewna, ze mi sie uda. Jesli ktos 17 kilogramów temu by mnie zapytal, czy wierze, ze mi sie uda, powiedziałabym, ze predzej uda mi sie domowym odkurzaczem to odessac niz spalic i zrzucic to samodzielnie. Teraz wiem, ze zawsze warto wierzyć i nie wolno przestawac. Nigdy! 
Jeszcze 4 kilogramy i pozniej ostro zabieram sie za ujedrninie i pozbycie sie woreczka po tłuszczyku na brzuszku. Taki plan mam! I tu zwracam sie do was, moje kochane, bo wierze, ze macie o wiele wieksze doświadczenie w tych sprawach.
Najlepsze domowe metody ujedrnienia skory? Cwiczenia czy jakies kremy albo masci - niewazne! Kazda, juz wcześniej uzyta i sprawdzona metoda jest na wage zlota! Bardzo bym prosila o odzew w tej sprawie albo chociaż polecenie mi dobrych blogow na ten temat, jesli znacie. Dziekuje ślicznie!

Zycze wszystkim kobietkom dobrego konca tygodna i jeszcze lepszego weekendu!

Pozdrawiam i caluje cieplo!

Kokainovva
xxx

niedziela, 10 listopada 2013

5 z przodu czyli, 59.7kg i 4.7kg do celu!

Udało mi się dość do wymarzonej Piąteczki, Piątuni, Piątusi z przodu! 
Takich news'ów mi trzeba. Takiej motywacji.

Oto małe podsumowanie, jeszcze przed końcem 2013: 

Jeszcze tylko 4.7 kg i jestem u wymarzonego celu czyli 55 kg. 
ŁĄCZNIE od początku diety schudłam -16.9 kg.
Zrobiłam to łącznie w 6 miesięcy, nie licząc dwóch, dwu-miesięcznych przerw: jednej na zaleczenie złamanego serca i drugiej, wakacyjnej. 

No wydaje mi się, że całkiem nieżle mi to poszło, a wam?
A dzisiaj basen i siłownia. 

55 kilogramów - nadchodzę!

piątek, 1 listopada 2013

I jeszcze jeden, i jeszcze raz..

Boze, jak tu wszystko pomarlo i pocichlo. Pamietam jak jeszcze nie dalej jak w styczniu to miejsce tętnilo zyciem, a teraz? Jakby wymarlo.
Ja wracam. Zostalo niecale dwa miesiace do Sylwestra. Od dwoch dni jestem stslym bywalcem na siłowni. Wyskrobalam pieniazki i sie zapisalam. Robie Sobie takie dwie godzinki dziennie, trzy razy w tygodniu, plus basen. Czyli stary plan, niezmiennie. Mam nadzieje tylko, ze wysiłek sie oplaci i waga sie zmieni. Oj byloby cudnownie! Waga nadal stoi: 65 kg, ale juz niedlugo. Mam nowa motywacje. Facet, ktorego niedawno poznalam, a ktory zdaje sie miec bzika na moim punkcie ma kaloryfer taki, ze nic tylko usiasc i macac. Gorzej juz jest z rozebraniem siebie, bo Jego rozbiore bardzo chetnie. Narazie jestesmy etapie uroczych docinek, wzajemnych komplementow i  skrywanych gdzies marzen, ale mam nadzieje, ze znajomosc sie rozwinie i tym razem nie skończy sie moim rozstrojem nerwowym.
Takze dziewczynki wracam do was i obiecuje wspierac wszystkie, ktore tu jeszcze zostały!

Bilans:

Kawa z mlekiem 15 kcal
Mala paczka chrupek 75 kcal
Salatka z grillowanym kurczakiem 200 kcal
Woda, woda, woda.

Spalonych kalorii na siłowni: ok. 350 kcal.

Waga: No ostatnio jak patrzylam 62 z hakiem.

Pozostalo kilogramów: 5.5 kg

Do boju Lija!

czwartek, 3 października 2013

Niecały kilogram i "5" z przodu.

Ruszenie z chudnięciem po tak długiej przerwie jest naprawdę ciężkie. Cięższe niż się spodziewałam. Moja waga przez ostatnie dwa tygodnie przeżywała prawdziwe rewolucje, jednak od dwóch dni mniej więcej stoi w jednym miejscu, a jest to 60,9 kg.

Powoli i do przodu. :)

czwartek, 19 września 2013

Pora poukładać Sobie w życiu.

Córa marnotrawna wróciła. Na wadze 62 kg. Za dwa i pół tygodnia zaczynam studia.  Od przyszłego tygodnia zapisuje się na siłownie. Chce dojść do 60 kilogramów. Jestem szczęśliwą singielką. Przyszłą studentką. Walczącą z bulimią. Buntowniczką zaczynającą nowe życie. 

I tak mi dopomóż Bóg. 
Amen. 

ps. Lece czytać wasze blogi! :)


Edit 1. A tak w między czasie, jest tu jeszcze kto? 



wtorek, 2 lipca 2013

61,5 kg :)

61 kilogramów odhaczone. Z hakiem, ale jest. :)
W poniedziałek wyjeżdzam na wakacje. 
Mam nadzieje, że Polska przywita mnie pięknym słoneczkiem! :) 
I że oczywiście nie przytyje za bardzo. 
Mam nadzieje się do was odzywać, ale jeśli mi się nie uda, życze wam kobietki niesamowitych, aktywnych i szczupłych wakacji :)
Buziam cieplutko i do zobaczenia wkrótce, mam nadzieje ;* 

Kokainovva xxx

niedziela, 23 czerwca 2013

Kompletny zastój + Wasze ulubione kosmetyki?

Zero zmian, waga jak stała tak stoi i w sumie dobrze, bo zawsze podczas stresów tyłam, teraz stoje na 63.5 kg i jest ok. Choć od powrotu do Polski ubyło ponad 3 kilogramy, bo mi się przytyło. Bardzo chciałabym wrócić do wagi 61, bo wtedy czułam się niesamowicie.
 Przez ostatnie dwa tygodnie prawie nie wychodziłam z domu, pochłonięta byłam nauką, siedząc od 19 do prawie piątej rano przy książkach. Zaliczenia ma się tylko raz w roku, więc nie jestem na Siebie wściekła, że nie dałam rady schudnąć. 
Jadłam tysiąc kalorii, spalałam tysiąc kalorii. 

Zostało 17 dni do mojego wyjazdu do Polski. Uda mi się dobić do 61 kilogramów? :)

Jestem po 3 zabiegach body wrapping i jakby ta skóra była nieco bardziej napięta. Napewno wygładzona, ale to jeszcze nie to. Muszę znaleźć jakiś dobry środek rozgrzewający. 

W Polsce będę chciała kupić jakieś kosmetyki, bo różnica cen między UK, a Polska jest kolosalna. Są jakieś kosmetyki, które szczególnie polecacie? :)

Pozdrawiam was ciepło i buziam mocno ;* 

Kokainovva xxx

niedziela, 16 czerwca 2013

Domowy body wrapping - zabieg pierwszy.

Dzisiaj po raz pierwszy wypróbowałam tzw. body wrapping. Zainspirował mnie jakiś artykuł znaleziony w internecie i pozstanowiłam spróbować, bo dlaczego by nie?
I powiem wam szczerze, jestem zadowolona. Jak na pierwszy taki zabieg było całkiem przyjemnie i faktycznie czuć różnice w dotyku. Zazwyczaj po użyciu kremu wyszczuplająco-ujędrniającego od razu czułam różnice, ale teraz jest naprawdę wyczuwalna.
Nie będę przytaczać instrukcji, bo jest tysiące takowych artykułów w internecie; wystarczy wpisać "domowy body wrapping" w przeglądarkę i gotowe!
Dzisiaj użyłam kremu ujędrniająco-wyszczuplającego Eveline:
Ale zamówiłam już nowy krem thermo-rozgrzewający i nie mogę się doczekać kiedy wklepie go w nóżki i cała się owinę. Tak wygląda ten cudowny środek:
Mam nadzieję, że efekty będą takie jak ludzie mówią, czyli zniewalające :) 
Chce zaliczyć 2 sesje w tygodniu przez kolejny miesiąc czyli razem sześć zabiegów. Później jadę do Polski na wakacje, więc nie wiem czy będę miała warunki, ale do tego czasu będę się mierzyć się, robić zdjęcia dla porównania i uważnie obserwować i opisywać zmiany. Będę was informować na bieżąco o efektach i działaniu. 

Oczywiście nie rezygnuje z ćwiczeń i dobrej diety.

ps. Ktoś ma jakieś doświadczenia, robił te zabiegi albo o nich słyszał? :)

Kokainovva xxx