"Dziś jest pierwszy dzień reszty naszego życia."
Trzymiesięczną dietę zaczynam od dzisiaj. Będzie to dieta 550 kcal, wyznaczona tak, żeby za te trzy miesiące schudnąć 15 kilogramów, choć myśląc realistycznie i znając moje zapędy do paskudnego żarcia i brak wparcia ze strony chłopaka, który jedyne co to żarł by fast-food'y, to najwyżej mogę liczyć na kilogramów pięć, jeśli się mocno postaram to 10. Dzisiaj wolę nie wychodzić na wagę, w Sylwestra i po Sylwestrze zaszalałam i nie chcę znowu wylewać łez. Wiem, że po świętach waga wynosiła 73,0 kilogramów.
Ogólnie to mój własny organizm ma mnie głęboko w dupie. Powiem więcej - robi mnie w chuja. Gdy jem jak szalona, tyje niewiele. Gdy nic nie jem.. tyje WIECEJ niz kiedykolwiek. I badz tu czlowieku madry.
Prosze o wsparcie. Jestem slaba istota. Tak bardzo podziwiam te z was, ktore osiagnely wage ponizej 50 kilogramów. To musi być niesamowite uczucie. Też taka będę. Nigdy więcej nie będę grubasem. Nigdy!
Ten rok będzie moim rokiem. Muszę ułożyć jakieś postanowienia noworoczne. I jakiś plan odnośnie diety. Jakieś sugestie? ;)